понеділок, 11 вересня 2017 р.

Нехай мертві довіряють живим


Цю статтю про наш вечір "Право на пам'ять" авторства
Світлани Філонової  опубліковано у журналі "Palestra" №12/2016. Можливо , його варто було перекласти українською, але я не переконаний. Набагато важливіше, щоб тексти Станіслава Мікке, та тексти про справу всього його життя - якомога частіше появлялися на шпальтах видань та у Всемережжі. Не менш важливими є зустрічі небайдужих людей, як це, власне відбулося у Кременці. Мертві мають довіряти живим...

 „Niechaj umarli ufają żywym"Te słowa z wiersza Tadeusza Gajcy, które Stanisław Mikke za życia cytował często i które teraz są wyryte na jego płycie grobowej, po katastrofie lotniczej odczytałam  w sposób bardzo prosty:  powinnam kontynuować to, co robiłam razem z Nim,choć bez jego wsparcia będzie  ciężko.
Może nawet nasza mała grupka Klub polonofilów powstała z jego ukrytej inspiracji. W każdym razie
programem  grupy stało  to, co cechowało  Stanisława Mikke –zawsze skupiać się na dobru, nie pozwałać mu zginąć, nawet wśród szalejącego zła.
Rozmawialiśmy o tym, co kochali i nadal kochają w Polsce – jestem tego pewna – setki tysięcy ludzi na Ukrainie i w Rosji,  za co powinni być  jej  wdzięczni, wtedy gdystało się coś, co chyba będzie  tematem żmudnych badań przyszłych historyków.  Na początku bieżącego roku ci sami ludzie,  którym powierzono prowadzenie  ukraińsko-polskiegodialogu  ku wzajemnemu porozumieniu i pojednaniu, jednym głosem zaczęli mówić – a raczej krzyczeć – o nasileniu polskiego nacjonalizmu i o pogorszeniu na  ogromną skalę ukraińsko-polskich stosunków. Niedługo palal  już nie tylko IPN, ale i prawie wszystkie ukrainskie media. Każdy spieszył wrzucić do ognia swoje polano. Każdy chuligański wybryk podnosił się do rangi opinii publicznej.
Ale to już wszystko niegdyś było w moim życiu, i odporność na takie rzeczy zawdzięczam Katyńczykom,  i przede wszystkim Stanisławowi Mikke.
Zło dobrem zwyciężaj? Może aż tak daleko - do zwycięstwa – nasze roszczenia się nie posuwały. Raczej  kierowaliśmy się wytyczną „Samotny rybak nie jest w stanie powstrzymać fali przypływu, ale jego okrzyk może uratować dzieci sąsiada”.
Tak więc  pomysłowi  na wieczór ku pamięci  Stanisława Mikketrudno  się dziwić. Dziwnie byłoby, jakby go nie było.

Realizacja tego pomysłu stała się  możliwa od kiedy zabrał się do tego Wołodymir Chanas,        przedstawiciel festiwalu Filmów Dokumentalnych o Prawach Człowieka DocudaysUA w obwodzie Tarnopolskim.

Wieczór odbył się 12 listopada 2016 r. i otrzymał tytuł „Prawo do pamięci”. Kiedyś Stanisław Mikke razem z innymi wspaniałymi Polakami wywalczał to prawo dla polskich oficerów. Teraz chyba przyszła nasza kolej.
Zorganizowano go  w Krzemieńcu, mieście rodzinnym  Juliusza Słowackiego, które pamięta Kazimierza Wielkiego, niegdyś było własnością królowej   Bony, a później - miastem wielkiej polskiej nadziei, bo właśnie tu Tadeusz Czacki i Hugo Kołłątaj, wspólautorzy Konstytucji 3 Maja, utworzyli Liceum Krzemienieckie, słynne Ateny Wołyńskie,które miały kształcić nowe pokolenia  na Kresach Wschodnich.  Trudno więc było o lepsze miejsce dla wieczoru pamięci Stanisława Mikke.
Miał być ludzki.Co więcej: miał dać do zrozumienia, że wielkie dziela i czyny bohaterskie są plonem bogactwa człowieczeństwa i tylko wtedy prawdziwe, gdy są  wplątane w codzienność ludzkiego życia. I właśnie to udowodnił film  Rafała Geremka „Śpij, mężny”, nagrany na zlecenie Naczelnej Rady Adwokackiej.
Ale główną rolę w stworzeniu ciepłego, serdecznego klimatu wieczoru odegrała, rzecz jasna, Bożena Mikke. Była z nami od początku, od pierwszych pomyslów – radą, natchnieniem, wsparciem moralnym.
Stanisław Mikke w Rosji i na Ukrainie jest znany  przede wszystkim jako osoba szczególnie zaangażowana                 w  sprawy Katynia i autor książki „Śpij, Mężny” w Katyniu, Charkowie i Miednoje”.

W Krzemieńcu  książka ta   wzbudziła szczególne zainteresowanie, bo przedstawia   inne podejściedo tak zwanej pamięci historycznej.

Ale Stanisław Mikke był przede wszystkim adwokatem. Nazywano go sumieniem polskiej       palestry. Wprowadzając  w scenariusz  wieczoru wątek etyki adwokackiej liczyliśmy  jedynie      na to,że może uda się wskazać młodym na  istnienie tego problemu. O żadnych rozważaniach i            refleksjach obecnych na spotkaniu  nawet nie marzyłam.Ale głos zabrał Stanisław Borys, młody ukraiński adwokat.
Mówił o potrzebie wsparcia intelektualnego wobec konieczności  - prawie codziennej –   rozwiązywania problemów etycznych. Właśnie po to tu przyjechał.
Trzeba powiedzić, przyjechał zdaleka, bo mieszka w Tarnopolu. Ale nie był rekordzistą w pokonaniu wielkich odległości. Igor Czajka, Przewodniczący  Niezależnego Związku Zawodowego dziennikarzy Ukrainy, przyjechał z Kijowa,  a  z Charkowa –  Olga Mora, studentka medycyny, która przetłumaczyła na ukraiński  i odczytała  wybrane fragmenty książki Stanisława Mikke.
Wieczór  już  dobiegał końca, gdy pan Chanas wszystkich zaskoczył promocją znaczków z wizerunkiem  Stanisława Mikke,  wydanych przez Pocztę Ukrainy (nie wiem, jak mu się  to udało  zorganizować).
Z każdego miasta i miasteczka na Wschodzie, w których bywał  Stanisław Mikke,  koniecznie wysyłał list do malutkiej córeczki  Kasi. Najpierw wydawało mi  się  to dziwnym, przecież córeczka była mała i jeszcze nie umiała czytać, ale po jakimś czasie odebrałam to jak cieniutkie nici łączące  Wschód z Warszawą.   A  może teraźniejszość  z  przyszłością, wszak miasto, z którego otrzymujesz list, nie może być zupełnie obcym.
Teraz znów koperta ze wschodu poleci do Warszawy – nie od Stanisława Mikke, lecz z Jego wizerunkiem na znaczku. Jeszcze jedna cieniutka nić.  Niechaj ufa, że nie zostanie przerwana.
-Stosunki Polaków i Ukraińców nie zawsze były sielankowe – powiedział  Mykoła Matwijuk, pierwszy zastępca głowy administracji miejskiej. -   Ale to NASZA historia
Do nas należy naprawić to, co zepsute, i pielęgnować to, co tego warte. I pójdzie nam to tym latwiej, im więcej będzie takich spotkań, takich ludzkich rozmów o wspaniałych ludziach. Musimy być razem i razem stawić czoło zagrożeniom,  metodom  które  pozostały niezmienne od czasów Katynia.
Jak to mówią nic dodać, nic  ująć.

A  więc żegnaj, Krzemieńcu, miasto dobrej nadziei!Spodziewamy się, że zagości u ciebie pamięć o jeszcze jednym  Polaku najwyższej próby.
Фото Віталія Чумачкевича

1 коментар: